Wyszukiwarka
EWA BARAŃSKA zmarła 26-06-2017

Z ogromnym smutkiem żegnamy wyjątkowego człowieka, świetną pisarkę, o przenikliwym racjonalnym umyśle, pełną dobroci i współczucia dla ludzi, wspomagającą innych, mimo własnej cięźkiej choroby, oddaną przyjaciółkę, kochającą matkę i uwielbianą babcię.

 

Rodzina i przyjaciele

Wizyt:
Dzisiaj 3Wszystkich: 12714

BLOG

  • Sen mara ...

    2015-12-15 19:37

    Należę do osób, które w snach doznają wspaniałych i niesamowitych, bądź wręcz najdziwaczniejszych przeżyć. Bywały sny kolorowe, prorocze, z akcjami przeczącymi prawom fizyki… W moich snach „gościły” najróżniejsze postacie, zarówno żyjące, fikcyjne jak i zmarłe, a nawet wpadł Brad Pitt (bez Angeliny). Bingo! Hollywoodzkiej gwiazdy w osobistym śnie nic już nie przebije, pomyślałam sobie, ale gdzie tam.

    czytaj więcej »
  • "Powrót Julii" - jak kupić?

    2015-12-13 20:16

    Chociaż nie jest to miejsce na ogłoszenia, złamię przyjętą zasadę, ponieważ informacja ta jest czymś więcej niż zwykły anons.

    "Powrót Julii" nie ma dystrybutora i dostępna jest tylko na zamówienie. Wszystkie pieniądze ze sprzedaży tej powieści są przelewane na konto Stowarzyszenia Pomocy Dializowanym w Rzeszowie, które ma status Organizacji Pożytku Publicznego. 
    W związku z powyższym każdy kto jest zainteresowany moją powieścią, a chce przy sposobności wesprzeć chorych na niewydolność nerek, może złożyć zamówienie mailem na jeden z poniższych adresów: ...

     

    czytaj więcej »
  • Dlaczego wciąż istnieją pisarze?

    2015-11-26 22:01

    Jestem bliska do sparafrazowania bon motu Leszka Millera, że nie jest ważne, jak się zaczyna, tylko jak się kończy. Często czytając książki byłam rozczarowana zakończeniami. Niemal fizycznie odczuwałam zmęczenie autora, który po drodze wystrzeliwał się z pomysłów, by ostatkiem twórczych sił dobrnąć do finału, który po wcześniejszych fajerwerkach przypominał co najwyżej czkawkę. Kiedy sama zajęłam się powieściopisarstwem, robię wszystko, żeby od pierwszej do ostatniej strony trzymać napięcie. Wymaga to emocjonalnego wysiłku i pokonania lęku przed niepowodzeniem. Krótko mówiąc pisarz podejmuje ryzyko, wdrapuje się na wyżyny Parnasu i któregoś dnia zadaje sobie pytanie: Po co?

    czytaj więcej »
  • Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy

    2015-11-15 14:43

    Dobrze być pisarzem. Na świecie wojna a ja zanurzam się w swój intymny mały świat i mnie niema. Jednak to, co wydarzyło się w Paryżu, nie pozwala schować głowy w piasek. Tak jak większość Europejczyków z niedowierzaniem oglądam w telewizji relacje o tej przerażającej masakrze. Ponieważ dla każdego normalnego człowieka jest to bestialstwo, przeciwko któremu buntuje się rozum, wsłuchuję się w wypowiedzi najróżniejszych komentatorów, żeby przynajmniej uzyskać odpowiedź na proste pytanie: Dlaczego? A im więcej słucham, tym bardziej niedowierzam własnym uszom, jak wielu polityków i dziennikarzy próbuje przekonywać, że wszystkie te terrorystyczne zamachy nie mają nic wspólnego z religią, a ściślej rzecz biorąc – z islamem.

    czytaj więcej »
  • Spotkanie autorskie

    2015-10-27 17:03

    W miniony piątek, za sprawą mojej dobrej znajomej Wandzi Lignowskiej-Bajdy, miałam spotkanie autorskie w III LO im. Cypriana Kamila Norwida, jednej z najstarszych szkół w Rzeszowie, która działa od 1910 r. i łączączy z powodzeniem tradycję i wysoki poziom dydaktyczny.
    Od zawsze lubiłam młodzież i z przyjemnością pisałam dla niej książki, lecz pewnego dnia spojrzałam na siebie z dystansu i uzmysłowiłam sobie, że jestem reprezentantką schyłkowego pokolenia parającą się twórczością dla małolatów, dla których ludzie po pięćdziesiątce należą do rzeczywistości urojonej. Tak, to nie przejęzyczenie. Ja sama jako utalentowana matematycznie siedemnastolatka, do tego świadoma upływającego czasu, nie wierzyłam, że kiedykolwiek będę stara, dopóki któregoś poranka nie zobaczyłam w lustrze starszej pani w swoim szlafroku. Efekt tych refleksji był oczywisty – przerzucę się na literaturę dla dorosłych...

    czytaj więcej »
  • Psia dola Napoleona oraz dziwny przypadek "budowniczego autostrady"

    2015-10-06 06:48

    Ze statystyk tego bloga wynika, że największą poczytnością ciesza się wpisy o zwierzętach. A zwierząt mieliśmy, i mamy sporo. Obecnie mamy cztery koty i dwa pasy, a mimo to nadal najbardziej tęsknię za Napim, pięknym i ufnym berneńczykiem, który pewnego dnia po prostu zaginął. Dla nieobeznanych z kynologią nadmienię, że berneńczyki to łagodne, olbrzymie psy pasterskie wykorzystywane w szwajcarskich Alpach do pilnowania owiec oraz zwożenia  w specjalnych wózkach sera w doliny.

    Napi miał notorycznie niedogłaskany to łeb, to tyłek więc nachalnie domagał się pieszczot nawet od obcych ludzi, a ponadto kochał powitania. Wystarczyło wyjść do łazienki, do kuchni, do piwnicy czy nawet na chwilę zniknąć za szafą, by dać mu powód do ponownego radosnego witania się z całym psim ceremoniałem.

    Ciekawił go świat, ludzie i inne zwierzęta wykorzystywał więc każdą okazję, każdą naszą chwilę nieuwagi, by czmychnąć za bramę naszego dużego ogrodu. Znikał, ale zawsze się odnajdywał, bo pieszczoch wielkości cielaka był powszechnie znany na naszym wiejskim przedmieściu i znajdowaliśmy go dość szybko lub przyprowadzali go nam znajomi i nieznajomi ludzie.

    Pewnego razu ...

    czytaj więcej »
  • Kocich opowieści dziwnej treści ciąg dalszy

    2015-09-17 03:22

    Obserwując moje koty, widzę że mały Florek nadal rządzi. Zadziwia mnie, jak namówił trzy dorosłe koty, aby przynosiły mu złowione myszy, krety i inne gryzonie. Maluch jeszcze nie wie, co z tymi darami robić, więc na razie popycha je łapą i próbuje skłonić do zabawy. Z obserwacji wynika, że woli on jednak żywych towarzyszy zabaw. Niestety, zabawy najfajniejsze dla Florka,  jakoś nie wzbudzają entuzjazmu jego dorosłych przyjaciół. Jedna z nich szczególnie oburza dużego czarno-białego kocura Franka, który wygląda jak koci Zorro: ma czarną „maskę” na oczach, czarną „pelerynę” na plecach i czarne „skarpetki.

    Nawiasem mówiąc Franek jest najbardziej przytulaśnym, a przy tym kontaktowym kotem, jakiego w życiu widziałam. Jestem przekonana, że te cechy ma zapisane w genach, o czym świadczy sposób, w jaki do nas trafił.  Mniej więcej siedem lat temu, jako małe, chude i bardzo głodne kociątko błąkał się po peronie PKP, a ściślej podchodził po kolei do podróżnych, zadzierał łepek i żałośnie miauczał. Ponieważ było zimno, zagonieni podróżni nie zwracali na niego uwagi. Wreszcie zlitowała się nad nim Elwirka i wzięła go do domu, później wraz Filipem i Majką, jako moja synowa, przeprowadziła się do nas. Dla jej kotów przeprowadzka z bloku do domu otoczonego sporym ogrodem była zapewne przeprowadzką do kociego raju zwłaszcza, że nasze dwa psy i dwa koty przyjęły to zagęszczenie z iście anielską wyrozumiałością.

    Ale wracam do Florka i jego ulubionej zabawy...

    czytaj więcej »
  • Breivików bez liku

    2015-09-04 02:08

    W ostatnim numerze Charakterów przeczytałam felieton pana Ignacego Karpowicza, że niechętni uciekinierom Europejczycy to w zasadzie kolejni Breivikowie. Niezłe przegięcie, a przy tym nie wiem dlaczego ten uznany pisarz i podróżnik wyklucza istnienie Breivików po stronie muzułmańskich imigrantów.

     Pozostaje teraz odpowiedzieć sobie na pytanie, czy empatia powinna pozbawiać człowieka instynktu samozachowawczego?

    Czy ważniejsza jest pomoc potrzebującym, czy zapewnienie bezpieczeństwa sobie i swoim bliskim?

    Zapewne pan Karpowicz powie, że jedno nie wyklucza drugiego, zatem zejdźmy ze sfery ogólników na płaszczyznę konkretów i ...

    czytaj więcej »
  • Mały książę, czyli Florek i reszta towarzystwa

    2015-08-28 16:11

    Do pisania bloga inspirują mnie najdziwniejsze sytuacje. Dzisiaj idąc przez przedpokój zobaczyłam Florka (wcześniej opisywałam tu tragiczno-heroiczne losy jego kociej mamy), jak zasnął podczas włażenia do koszyka, w którym ma legowisko. Widok śpiącego kotka przewieszonego w połowie przez ściankę tak, że głowa i przednie łapki wisiały z jednej, a tyłek z tylnymi łapakami z drugiej strony ścianki był przezabawny i wart każdych pieniędzy. 

    Przy okazji wspomnę, że Florek,  początkowo miał wygląd przerośniętej myszy. Kiedy drugi co do starszeństwa kot Franek zobaczył Florka po raz pierwszy, ze zdumienia wygiął się w łuk, kilka razy trącił to coś łapą, a gdy to coś mu „oddało”, wykonał serię sprężystych podskoków na sztywnych nogach i przywarł do podłogi by z bliska sprawdzić, z czym tak naprawdę ma do czynienia. Dopiero po godzinie zaczął się z nim (i trochę nim) bawić.

    Oryginalne biało popielate umaszczenie Florek odziedziczył zapewne po nieznanym ojcu, za to wolę życia w stu procentach po mamie Józce, bo powolutku wyrasta na dorodnego kota.  Wielką zagadką dla nas jest, jakim sposobem najmniejszy kociak przekonał starsze koty, że to on je pierwszy. Chociaż jedzenia naszym kotom nie brakuje, właściwie mogłyby jeść wszystkie razem, to rytuał jedzenia wygląda następująco: najpierw Florek z miską między szeroko rozstawionymi łapkami pałaszuje aż mu się uszy trzęsą, a trzy duże, wypasione koty siedzą cierpliwie obok i czekają na swoją kolej. 

    Dziwne? A może to nie tak? ...

    czytaj więcej »
  • Bezgranicznie miłosierna Europa

    2015-08-22 01:03

    Geniusz uczy się na cudzych błędach, człowiek inteligentny – na własnych, a durnia nic nie nauczy.

    Rzadko myślę w kategoriach ogólnych, ale ta sentencja przyszła mi do głowy podczas oglądania w telewizji programu o uchodźcach. Z natury mam miękkie serce, ale i  wrażliwe ucho na słowa.  Patrząc na zdjęcia przeładowanych uchodźcami łodzi, kobiety z małymi dziećmi, staruszków i wszystkich tych ludzi potrzebujących pomocy, tak się wzruszam, że najchętniej sama przyjęłabym ich wszystkich pod swój dach. Zapewne zasnęłabym z tym odczuciem, gdyby nie uchodźca mówiący, że on wymaga (!) tylko tego, do czego ma prawo, czyli jedzenia, dachu nad głową i zapewnienia bezpieczeństwa (od Europejczyków, a nie broń Boże od swojego rządu). Sama bywałam w trudnych sytuacjach i wtedy co najwyżej prosiłam o pomoc. Oni żądają! Natychmiast wyostrzył mi się wzrok i słuch, a w konsekwencji krytyczne rozumowanie.

    Jak to jest – zadałam sobie pytanie – że Sudan, Angola, Somalia, Burundi, Afganistan, Erytrea… wszystkie są państwami Afryki i Azji, a niby śmiertelnie zagrożeni obywatele tych państw, zamiast szukać schronienia w sąsiednich krajach, pokonują tysiące kilometrów, płacąc duże sumy przemytnikom i ryzykując utonięcie, by dotrzeć do obcej im kulturowo Europy?

    W następnej kolejności przyjrzałam się uważniej tym uciekinierom i…

    czytaj więcej »
  • Jeżeli kochasz, sercem patrz !

    2015-08-02 02:30

       Gdzieś w połowie marca moje dzieci znalazły na jakimś parkingu kotkę w opłakanym stanie. Kotka ledwie trzymała się na nogach, miała na szyi krwawiący guz wielkości połowy głowy, zaropiałe uszy, wyłysiałe plecy i rzecz jasna była potwornie chuda, brudna i głodna.  W domu po nakarmieniu, dopiero po trzykrotnym myciu kocim szamponem ukazało się biało czarne umaszczenie. Nazwaliśmy ją Józką. Po wycięciu guzów i miesięcznym intensywnym leczeniu, kotka zaczęła dochodzić do siebie. Niestety, według diagnozy weterynarza miała raka złośliwego, co oznaczało, że jej dni są policzone.

       Tymczasem, mimo choroby, Józka nabierała ciała, jej sierść odrastała i stawała się jedwabiście błyszcząca, a ona sama wychodziła z siebie, żeby okazać nam wdzięczność za uratowanie życia (kto ma koty ten wie, o czym piszę).    Z czasów bezdomności pozostał jej  paskudny zwyczaj wyciągania zakupów z reklamówek, ale traktowaliśmy to z maksymalną wyrozumiałością.  Jak prawie wszystkie wyrzucone przez wcześniejszych opiekunów zwierzęta, panicznie bała się wystawiać nos za drzwi domu.

       Pewnego wieczoru kotka zaczęła w swoim koszyku pomiaukiwać i zachowywać się tak, jakby nie mogła sobie znaleźć miejsca. Uznaliśmy, że oto nadszedł jej koniec i nazajutrz dzieci miały ją zawieźć do weterynarza, by przepisał jej leki przeciwbólowe lub ewentualnie skrócił cierpienie.   Nasze zdziwienie nie miało granic, ...

    czytaj więcej »
  • Teatr mój widzę skromny!

    2015-07-16 18:52

    Dość często słyszę, że moje powieści są niemalże gotowymi scenariuszami filmowymi. Poza bardzo poważną propozycją przerobienia „Pierwiastka zero” na potrzeby filmu, oraz „Nie odchodź Julio” na serial telewizyjny, co jakiś czas zgłaszali się do mnie młodzi ludzie, którzy chcieliby coś mojego adaptować na sztukę teatralną bądź musical.

    Każdego autora cieszy, kiedy jego książki są inspiracją do tego typu pomysłów, nawet wtedy, gdy spiritus movens poza dobrymi chęciami nie posiada żadnych, albo tylko niewielkie kwalifikacje. Nie chcąc gasić niczyjego zapału, szczególnie młodych ludzi, pisałam im treatmenty, by po jakimś czasie przekonać się, że… plan i tak spalił na panewce.

    Kiedy otrzymałam list od ...

    czytaj więcej »
  • Dodaj link do:
  • wykop-pl
  • facebook.com