Wyszukiwarka
EWA BARAŃSKA zmarła 26-06-2017

Z ogromnym smutkiem żegnamy wyjątkowego człowieka, świetną pisarkę, o przenikliwym racjonalnym umyśle, pełną dobroci i współczucia dla ludzi, wspomagającą innych, mimo własnej cięźkiej choroby, oddaną przyjaciółkę, kochającą matkę i uwielbianą babcię.

 

Rodzina i przyjaciele

Wizyt:
Dzisiaj 3Wszystkich: 12714

CORAZ GORZEJ

BLOG » CORAZ GORZEJ

2017-03-19 00:21

Kontynuujemy temat nerek. Niby nic nam nie dolega, ale czujemy się źle. Jesteśmy słabi i senni, jest nam wciąż zimno. Na szczęście lubimy kawiarnie, więc załatwiamy dwa w jednym – smakujemy życie towarzyskie, a przy okazji walczymy z sennością za pomocą kofeiny. Fakt, kawa podnosi ciśnienie, lecz na obniżenie ciśnienia łykamy jakiś Atram, Dopegyt albo Estazolam. A gdy z czasem zapisane tabletki przestają działać, wiadomo, organizm przyzwyczaja się i przestaje reagować, lekarz przepisze nam inne. Jeszcze lepsze, bo nowszej generacji.

Tymczasem zauważamy, że nasza kondycja schodzi na psy, jednak wystarczy stanąć na wadze, żeby odgadnąć przyczynę – tyjemy, więc otłuszczone serce słabnie. Trzeba pomyśleć o diecie, a dietetykiem w Polsce jest każdy. Wiadomo, co tuczy, więc dzielnie ograniczamy ziemniaki, potrawy mączne, tłuszcze niektórzy mniej słodzą, inni mniej piją, wszyscy liczą kalorie, a kto ma czas i siłę woli ćwiczy na siłowni. Bardziej majętni fundują sobie masażystę, saunę albo jakiś fitness club. Przez dwa, trzy tygodnie w oczekiwaniu na efekty odzyskujemy spokój ducha, a wszelkie dolegliwości zwalamy na intensywny trening bądź masaż a nawet się cieszymy z przejściowych rezultatów. Wiadomo, im intensywniejszy wysiłek, tym więcej w mięśniach kwasu mlekowego, im dogłębniejszy masaż, tym szybsze wydalanie produktów przemiany materii, ale suma summarum wszystko to korzystnie wpływa na nasz organizm. Czy na pewno? – zaczynamy się zastanawiać, gdyż czujemy się coraz gorzej. Niby nic konkretnego, ale to pobolewa nas głowa, to szumi nam w uszach, to nie możemy się skoncentrować, jesteśmy jacyś tacy rozkojarzeni…

Jestem przekonana, że nie tylko ja wiem z praktyki, że dla sporej grupy lekarzy pierwszego kontaktu, człowiek bez wysokiej temperatury, to człowiek zdrowy. Jeśli przy tym niczego sobie nie złamał, nie obciął i nie wywichnął, to z dużym prawdopodobieństwem jest symulantem. Bez co najmniej 38 °Cszerokim łukiem omijamy gabinety lekarskie i w ramach samo diagnozowania szukamy dalej.

I wtedy najczęściej podczas deszczu, burzy, jesieni, zimy, przedwiośnia, wiosny albo dowolnej pory roku nareszcie rozkminiamy – jesteśmy meteo patami zdanymi na łaskę i niełaskę wyzów i niżów. Oczywiście, czujemy się podle, bo idzie burza, bo już pada deszcz, bo wieje, bo w ogóle huśtawka pogody.

Od rodziców, dziadków, z poradników, gazet, telewizji i z radia od dzieciństwa słyszymy, że w naszym klimaciewahania pogody to powszechny dopust Boży wyjątkowo szkodliwy dla układu krążenia, oddechowego, trawiennego i nerwowego. Aż któregoś dnia wstajemy rano i nagle ni z gruszki, ni z pietruszki nie możemy włożyć pantofli. Albo inaczej – po dniu pracynasze nogi wyglądają jak słupki, a do tego sąobolałe. Czasem do kompletu spuchły nam dłonie i mamy worki pod oczami, chociaż przespaliśmy noc a imprezowaliśmy miesiąc temu.

 

  • Dodaj link do:
  • wykop-pl
  • facebook.com
 

Komentarze

Komentarz