Wyszukiwarka
EWA BARAŃSKA zmarła 26-06-2017

Z ogromnym smutkiem żegnamy wyjątkowego człowieka, świetną pisarkę, o przenikliwym racjonalnym umyśle, pełną dobroci i współczucia dla ludzi, wspomagającą innych, mimo własnej cięźkiej choroby, oddaną przyjaciółkę, kochającą matkę i uwielbianą babcię.

 

Rodzina i przyjaciele

Wizyt:
Dzisiaj 1Wszystkich: 12465

MEDYCZNA POTĘGA TERMOMETRU

BLOG » MEDYCZNA POTĘGA TERMOMETRU

2017-06-22 00:32

Wracam do swoich dawnych zmagań z chorobą. Po czterech dniach byczenia się na chorobowym, sądząc po aluzjach szefa załatwionym po znajomości, wróciłam do pracy i od razu zostałam wysłana na delegację do stolicy. Oznaczało to połowę nocy w pociągu, dwie godziny w ministerstwie, kolejne cztery na dworcu Centralnym i pół dnia w pociągu powrotnym… Tymczasem dudnienie w głowie, duszności, kołatanie serca i opróżnianie pęcherza przynajmniej raz na godzinę zniechęcały do podróży. W tej sytuacji postanowiłam naprawdę wyłudzić L-4.

Nazajutrz rano poszłam do lekarza mężczyzny. Mówię, z czym przychodzę, pan doktor bez słowa daje mi termometr i… kicha – zero gorączki. Rejestruję się w innym okienku i Idę do następnego gabinetu. Tym razem mówię, że bardzo, ale to bardzo źle się czuję. Od leciwej lekarki znów dostaję termometr i… wiadomy skutek. Ale ja naprawdę źle się czuję powtarzam. Tak, wierzę, jednak złe samopoczucie to jeszcze nie choroba – uświadamia mnie. Z tym samym skutkiem odwiedziłam jeszcze dwa gabinety i doszłam do strasznego wniosku. Po sześciu latach wyjątkowo ciężkich studiów, lekarze posiedli jedynie umiejętność posługiwania się termometrem.

Spasowałam. Przy powszechnej w polskiej służbie zdrowia termometro - diagnostyce szukanie pomocy u lekarzy mijało się z celem. Na szczęście są ludzie, którzy wiedzą jak sobie w chorobie radzić. Wracając do domu w klatce natknęłam się na sprzątaczkę zmywającą schody. Przystanęłam, żeby odsapnąć i przy okazji pogadałyśmy sobie. W pewnej chwili pani zauważyła dowcipnie, że wyglądam, jak trzy ćwierci do śmierci. Przyznałam, ze owszem, ale mimo to żaden lekarz nie chce dać mi zwolnienia, żebym doszła do siebie. I wtedy pani sprzątająca spojrzała na mnie z politowaniem i spytała, ile włożyłam do książeczki (ubezpieczeniowej).

- Nic – powiedziałam.

I wtedy nareszcie ta prosta kobieta wytłumaczyła mi niczym jakiemuś bożemu cielęciu, jak się załatwia takie sprawy, a nawet powiedziała, gdzie najlepiej pójść. Prawdę mówiąc już tam byłam, mimo to zaryzykowałam. Zanim powiedziałam z czym przyszłam i położyłam na biurku z książeczkę z kopertą. Pani doktor zbadała mnie, zmierzyła ciśnienie, wypisała tydzień zwolnienia a kopertę włożyła do szuflady. Do tego poradziła mi, żeby na wzmocnienie morfologii piła zakwas z czerwonych buraków, a jeśli mnie stać, dodatkowo Biovital; jeść ćwikłę i, jeśli lubię, wątróbkę. Zwolnienie postanowiłam wykorzystać na poszukiwanie nowej pracy.

 

  • Dodaj link do:
  • wykop-pl
  • facebook.com
 

Komentarze

Komentarz