Wyszukiwarka
NOWA KSIĄŻKA
milosc-pauli-a.jpg

Powieść dla młodzieży, (Wyd. KLIN, Warszawa 2016)

Właśnie ukazała się moja najnowsza powieść dla młodzieży. Jest to historia siedemnastoletniej Pauli Aster, która marzy o karierze aktorki...

Wizyt:
Dzisiaj 3Wszystkich: 11517

Recenzje z internetu

Twórczość » Pierwiastek Zero » Recenzje z internetu

  http://literatura.dlastudenta.pl/artykul/Tablica_Mendelejewa_do_poprawki,35545.html

Tablica Mendelejewa do poprawki   

Spiskowa teoria dziejów, genetyczne manipulacje, ukryta działalność firm farmaceutycznych, a do tego długie ramię administracji Watykanu - wszystkie te zagadnienia są same w sobie zalążkami bestsellerów z gatunku s-f lub thillerów. Jeśli dodać do tego metody pułapkowania atomów, budowanie bramek kwantowych, odkrywanie pierwiastków nie ujętych w tablicy Mendelejewa, powstaje bezkonkurencyjna lektura.

Przerażenie, dobra historia i świadomość realizmu sytuacyjnego przykuła mnie do książki Ewy Barańskiej „Pierwiastek zero" na kilka godzin. Pomimo tego, iż jestem kompletną ignorantką w dziedzinach takich jak fizyka czy chemia, to bez trudu przebrnęłam przez zagadnienia związane z energią, czarne dziury czy budowę białka, by dać się bez reszty porwać akcji.

Fabuła, której mógłby pozazdrościć sam Dan Brown czy Robin Cook, opiera się na badaniach prowadzonych przez tajemniczą firmę farmaceutyczną, za którą tak naprawdę kryje się kościół. Do supertajnego laboratorium mieszczącego się w Bieszczadach zostaje sprowadzony z Paryża genialny chemik, Alfred Mortus. Jest on autorem nowej koncepcji Tablicy Mendelejewa, zgodnie z którą we wszechświecie istnieje pierwiastek o zerowej liczbie atomów. Idąc dalej tym tropem, pierwiastek ten jest katalizatorem wszystkich przemian zachodzących już na poziomie komórkowym, co więcej - kluczem do stworzenia materii ożywionej.

W luksusowym ośrodku badawczym Alfred ma do dyspozycji nieograniczone środki finansowe przeznaczone na badania i niezbędny sprzęt, profesjonalnie wyposażone laboratoria i ludzi do pracy. Pozornie wydawałoby się, że jego udziałem stał się los, o którym większość naukowców może zaledwie pomarzyć. Tylko dlaczego w Paryżu w tajemniczy sposób giną jedyne osoby, które wiedziały o odkryciu Mortusa, a w samym ośrodku kilkoro wśród badaczy zdradza symptomy choroby psychicznej i manii prześladowczej?

Alfred, prowadząc badania, jednocześnie obserwuje uważnie otoczenie i nabiera coraz większego przekonania, że jego życie jest zagrożone. Nawet zjawiskowo piękna księgowa, która pojawia się w bieszczadzkim kompleksie znajduje się na jego liście podejrzanych (co nie przeszkadza mu jednak planować z nią wspólnej przyszłości).

Na ile podejrzenia naukowca są prawdą, a nie urojeniami schizofrenika, co kryje się za koncepcją pierwiastka zero i dysponującą nieograniczonymi funduszami firmą można się dowiedzieć tylko czytając książkę Ewy Barańskiej. Misternie skonstruowana intryga zapętla się i skręca niczym podwójny łańcuch DNA i przestrzenne budowy pierwiastków razem wzięte. Nie wiem, czy w Polsce istnieją rzeczywiście tajne placówki badawcze, ale według autorki „Pierwiastka zero" wszystko jest możliwe.

Mnie zaś pozostaje jedynie złożenie na ręce czytelników tej supertajnej książki i zmiana nazwiska zanim tajne służby mnie wyśledzą. Tylko od Was zależy, jak wykorzystacie przekazane informacje.

Justyna Gul
(justyna.gul@dlastudenta.pl

 

http://www.zakladnik-ksiazek.pl/2011/05/pierwiastek-zero-ewa-baranska/

... Często mam tak, że książkę biorę z półki jedynie pod wpływem chwytliwego tytułu i/lub fajnej okładki. Tak było w tym przypadku. Przypuszczam, że ‚podświadomie’ tytuł „Pierwiastek zero” zinterpretowałem sobie jak „czynnik zero” albo „pacjent zero”. Grafik miał chyba podobny tok myślenia, bo chłopak w masce na okładce, jak nic zwiastuje jakąś dużą epidemię. Jest tylko jeden szkopuł – jeśli cokolwiek w książce ma związek z zarazkami, tudzież bronią chemiczną/biologiczną itp., to właściwie jest to tylko okładka. Fabuła jest całkowicie o czym innym.

Doktor Alfred Mortus jest genialnym chemikiem. Do zaoferowania światu ma niezwykłą i kontrowersyjną teorię. W tablicy Mendelejewa brakuje jednego pierwiastka, tuż przed wodorem – tytułowego pierwiastka zero. Jak to zwykle bywa z kontrowersyjnymi tezami, nie znalazł się żaden sponsor, żeby sfinansować badania mające na celu jej potwierdzenie. Do czasu. Nagle dostaje propozycję prowadzenia swoich badań pod skrzydłami całkowicie nieznanej, ale za to bogatej i wpływowej firmy farmaceutycznej. Doktor nic nie podejrzewa – ważne, że nowy pracodawca daje sprzęt i jeszcze płaci za kontynuowanie swoich badań. Sytuacja zmienia się dopiero w małym ośrodku badawczym w Bieszczadach, gdzie wszystko jest tak piękne, że aż trudno by było prawdzie. Znikający naukowcy, konspiracja i pewien człowiek bredzący o wielkim spisku. Mortus z dnia na dzień uświadamia sobie, że jest dyskretnie osaczany i kontrolowany, ktoś chce wykorzystać jego badania, a na dodatek, nikomu nie może ufać. Fabuła, niestety, jest schematyczna. Za całą intrygą stoi ‚potężna’ instytucja, jaką jest Kościół. Tyle, że tym razem nie chce zaliczyć wpadki, jak ta z Galileuszem, i wykorzystać przyszłe odkrycie do własnych celów. Ma nieograniczone fundusze i władzę, i nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć obrany cel.

Ok, trochę się zapędziłem. Schemat widać gołym okiem, ale pani Barańska chyba starała się dorzucić do niego świeży pomysł albo nawet dwa. Motyw z nieznanym pierwiastkiem i osadzenie akcji w Polsce, w klimatycznych terenach Bieszczad – duży plus. Wyszło bardzo naturalnie, z ominięciem błędów charakterystycznych dla autorów łączących ‚amerykańską’ fabułę z jakimś polskim miastem. A za jedno muszę autorkę szczególnie pochwalić. Sumiennie odrobiła pracę domową, uzupełniając warsztat literacki o specjalistyczną wiedzę z zakresu biologii molekularnej, wyższej matematyki, fizyki i chemii. W książce, wiedzę tą wykorzystuje w sposób swobodny nadając tym samym głębi i realizmu hermetycznemu środowisku naukowców. Do tego jeszcze pewny sposób prowadzenia akcji i umiejętne dawkowanie napięcia, sprawiły, że książkę czytałem z przyjemnością. Z silnym uczuciem, że to już gdzieś było, ale nadal z przyjemnością.

W jednym miejscu tylko zauważyłem potknięcie, a właściwie to zauważyłem po fakcie (skończonej lekturze). Zabawne jest, że tok myślenia osób z jednego wątku, nagle pojawia się w innym. Wysłannicy Kościoła uważają, że pierwiastek zero może być czynnikiem ożywiającym materię – doktor Mortus, że jest to tajemniczy nieodkryty pierwiastek, który powinien znajdować się np. w wodzie. Jednak nagle, bez żadnego związku przyczynowo-skutkowego, Albert twierdzi, że to właśnie jego szukany pierwiastek pozwala funkcjonować białkom (ożywia je).

Ostatecznie, muszę stwierdzić, że nie jest to książka zła. Może nie wybitnie dobra, taka średnia, ale na pewno nie – zła. Taka w sam raz na niezobowiązujące, wieczorne zasiedzenie w ciepłym fotelu. Jedna z tych wielu, które przeczytamy i zapomnimy, ale które nie będą stratą czasu.

  • Dodaj link do:
  • wykop-pl
  • facebook.com
 

Komentarze

Komentarz